piątek, 10 października 2014

Sylvain Reynard - Pokuta Gabriela



tytuł oryginału: Gabriel’s Redemption
seria/cykl wydawniczy:  Gabriel’s Inferno
wydawnictwo: Akurat
data wydania: 24 września 2014
liczba stron: 560
ocena: 6/10
data przeczytania: 4 październik 2014
“We can't change out pasts. All we can change is the future.”
Jest taki zespół, coraz bardziej znany (niestety), który wylansował niesamowitą piosenkę. Mowa o Awolnation i ich utworze"Sail" . Ale dlaczego przy okazji recenzji książki zaczynam od piosenki? Otóż właśnie dzięki pierwszemu tomowi serii Sylvain Reynard miałam okazję zapoznać się z tym utworem, kiedy jakaś osoba umieściła fanowski trailer do „Piekła Gabriela”. I jest to przykład tego, iż czytanie książek daje nie tylko nową wiedzę, przyjemność czytania, miłe i efektywne spędzanie czasu, ale także pozwala poznać utwory z innej dziedziny niż literatura.

Wzięłam w ręce nowy tom i z ogromnym podnieceniem rozpoczęłam lekturę spodziewając się podobnego, jak nie lepszego, poziomu, które prezentowały tomy poprzednie. Kilka stron minęło i moje podniecenie zmalało. „Coś tu jest nie tak” – mówiłam do siebie (tak! zdarza mi się), nie bierze mnie ta książka, ale ok., może dalej będzie lepiej. No i czytałam dalej, przewracając dalej kartki szukałam czegoś, co mnie poruszy, bo strasznie wierzyłam w tę książkę i czekałam na jej premierę.

Po kilkunastu rozdziałach nasuwał mi się jeden wniosek: tym razem napisy na okładce nie kłamią – jest to erotyk. I to dosyć lichy.   Szczerze? Jestem trochę zawiedziona. Historia mogła zakończyć się na „Ekstazie…” i byłoby ok, a tak czuję pewien niedosyt, brakuje mi czegoś w całej trzeciej części. Jest taka jakaś nijaka. Właściwie chodzi tylko o to, czy Emersonowie są gotowi powiększyć swoją rodzinę. Najpierw Gabriel chce, ale Julia nie, później Gabriel ma wątpliwości lecz Julia go przekonuje, jednak chce poczekać do końca studiów. I w końcu bum! Szokująca niespodzianka?! Trochę ten motyw oklepany, gdzieś się już z tym spotkałam, stąd też moje zaskoczenie było naprawdę znikome. Dodając do tego melodramatyczne zakończenie... hmm…

Sama nie wiem, niby chciałam przeczytać, żeby wiedzieć, jak to się zakończy, ale teraz, po lekturze, wolałabym nigdy jej nie zaczynać. Moje odczucia są dosyć niekonkretne, stąd też tak chaotyczna wypowiedź. Bo niby wszystko było: on, ona, wielka miłość, jak na erotyk przystało – śmiałych scen seksu również nie zabrało. Ale brakuje jakieś iskierki, która sprawiłaby, żeby czytelnicy po przeczytaniu stanęli w płomieniach.  

Co nie zawodzi, to język autorki. Jak w poprzednich tomach barwnie opisuje nie tylko rzeczywistość, ale też dzieła Dantego, cudowne miasta i muzea. Jak dla mnie trochę za dużo odnośników religijnych, ale rozumiem to, gdyż wynikało to z przekonań głównych bohaterów. Ale było też kilka momentów godnych komika, przykładowo scena, w której dzieci uważają Gabriela za Supermena J



Podsumowując, nie do końca rozumiem zachwyt wielu czytelników na Goodreads czy Lubimy czytać, bo tak serio, ta książka jest nijaka (przepraszam wszystkich fanatycznych wielbicieli). I na razie nie znajduję jakichś wyszukanych słów, by ją opisać. 
Niemniej zachęcam do lektury, by wyrobić sobie własną opinię.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję: