czwartek, 27 października 2016

K. Webster - This Isn't You, Baby (War & Peace #4)





"I've always had an addictive personality. And I'll gladly inject her into my soul for the rest of my life."

Published: 25.10.2016
CreatSpace IPP

Pages: 252

Read:  26.10.2016

Rating: !!!5 WTF stars!!!



"This story will make YOU smile.
This story will make YOU angry.
This story will make YOU crazy.

I hope YOU love it, baby."

OMG! K. Webster, what have you done?!

Myślałam, że tom pierwszy tej serii był "okropny", ale TA książka przebiła wszystkie dotychczas mi znane z tego gatunku. Uwielbiam ją i nienawidzę! 
A jest to bardzo bardzo ciemny rodzaj literatury, nie dla każdego odpowiadający z uwagi na wulgarne słownictwo, dużą ilość przemocy i seksu.
Sama autorka na pierwszej stronie upomina, że przeczytanie tej książki nie będzie dla każdego komfortowe. 
Mój twisted mind nie ma z tym problemu, jednak po przeczytaniu ostatniego rozdziału, na usta cisnęło się tylko WHAT THE FUCK!!
Bo u pani Webster sielanka bohaterów nie może trwać zbyt długo. A ja już miałam taką nadzieję, że może tej postaci, którą tak polubiłam, uda się w końcu wykrzesać trochę więcej szczęścia.

I głupia ja!

Jestem zła, że nie ma jeszcze kolejnej części. (jeszcze)
Jestem zła, że nie wszyscy bohaterowie dotrwali żywi do końca historii.
I jestem zła, że mam pewne przeczucia, jak to wszystko może się skończyć i NIE podoba mi się to zakończenie. 

Autorka ostrzegała, że lektura tej książki wywołuje wiele sprzecznych emocji. 
You know what? Miała rację!
Ugh!!!




W tym tomie historia jest opowiadana z perspektywy 
Brie - córki Gabriela 
Rena - syna Baylee i War'a
Duvana - nowa, bardzo znacząca postać. 

K. Webster:




Wcześniejsze tomy serii War & Peace




wtorek, 25 października 2016

Penelope Douglas - Punk 57





"We were perfect together. 
Until we met."


Published: 21.10.2016

Penelope Douglas LLC (Kindle version)

Pages: 371

Read: 25.10.2016

Rating: !!5[7] punk stars!!




“We’re all ugly, Ryen. The only difference is, some hide it and some wear it.” 

Kto chociaż trochę zna kulturę amerykańską, wie, jak okropną dziczą jest liceum. Jest wiele filmów, seriali i książek traktujących o sytuacji młodych ludzi w highschool. Przykłady te można mnożyć. 
Penelope Douglas, jedna z amerykańskich autorek NA powieliła ten wzór, pisząc książkę o alienacji i chęci bycia zauważonym w tłumie ludzi, którzy jednym słowem potrafią zniszczyć całe dotychczasowe życie. 
Jej najnowsza powieść, o dość nietuzinkowym tytule "Punk 57", opowiada historię dwójki młodych ludzi, którzy 7 lat wcześniej zostali partnerami korespondencyjnymi. Przez siedem lat wysyłali sobie listy, pisząc o swoich problemach i szczęśliwych chwilach. Powoli stali się swoimi najlepszymi przyjaciółmi i ze zniecierpliwieniem wyczekiwali kolejnych listów. Ale co ciekawe, ta dwójka mieszkająca od siebie w odległości zaledwie  30 minut drogi, nigdy nie spojrzała sobie w oczy, nigdy nie usłyszała głosu, nigdy nie wygooglowała tej drugiej osoby. 
Aż do momentu, kiedy w końcu znaleźli się w tym samym miejscu, w tym samym czasie

I mogłaby to być piękna historia - miłość od pierwszego wejrzenia. Ale autorka postanowiła wykrzesać trochę więcej
Ryen - główna bohaterka, jest postacią, która nie wzbudza naszego szacunku - przynajmniej na początku. Czirliderka, najpopularniejsza w szkole, wyśmiewająca innych, trzymająca się tylko z osobami popularnym. Ale okazuje się, że to tylko kamuflaż, bo Ryen nie chce być inna, dlatego też stwarza iluzję swojej osoby. Udaje, że jest silna, a tak naprawdę brakuje jej pewności siebie, nie kocha siebie, chce być lubiana i szanowana. Co ciekawe, sama siebie nienawidzi, za to że musi udawać kogoś innego. Okłamując innych, okłamuje też siebie.

"When she removes her makeup, taking off her brave face for the day, do the demons she keeps buried start playing with her when there's no one else to play with?"

Misha - to silna osobowość, chłopak wiedzący, kim jest, i co chce osiągnąć. Jest zupełnym przeciwieństwem "iluzji Ryen". Nie boi się przeciwstawić innym, staje w obronie słabszych, nie obchodzi go, co na jego temat sądzą inni. Jest w stanie walczyć o swoje.

“Alone, Empty, Fraud, Shame, Fear, 

Close your eyes.There is nothing to see out here.” 

Losy tej dwójki splatają się w intrygujący sposób, ale nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej bez spoilerowania. Dlatego zamilknę. 


Penelope Douglas napisała historię o odnajdywaniu siebie i zrozumieniu, że nie warto zważać na opinie innych. Wystarczy być tym, kim czuje się w sercu, że się jest. Nie warto udawać, oszukiwać siebie i innych, bo to podwaja tylko nasze zagubienie. 
Każdy jest piękny na swój sposób. 
I może Ty tak nie uważasz, ale w końcu ktoś zauważy Ciebie. 
Bo jesteś wspaniały, taki jaki jesteś. 
Nigdy o tym nie zapominaj. 
Nie musisz udawać. 
Uwierz w siebie.

"It gets better, you are important, and you can't be replaced. Hang on. You'll fing youre tribe."


W książce tej pojawiają się trzy [właściwie cztery] postacie, których historia jest opowiedziana w innej powieści autorki - "Corrupt". Polecam!!! 

Penelope Douglas możecie śledzić tutaj:



poniedziałek, 24 października 2016

Jay McLean - Lucas - przedpremierowo




"To want to be someone's hero when they're faced wwith villains. To want to be the one who saves them. To be their wonderwall."


Published: 01.11.2016

Pages: 373

Read: 23.10.2016

Rating: !!!5 fucking stars!!!


Kiedy zostałam wybrana do przedpremierowej recenzji książki jednej z moich ulubionych autorek - byłam podekscytowana. 
Kiedy zaczęłam czytać - byłam ogromnie szczęśliwa. 
Kiedy byłam w połowie czytania - byłam zrozpaczona. 
A pod koniec - byłam rozanielona. 
Przekrój emocji. Takie właśnie są pozycje Jay McLean.

W Polsce Jay jest słabo znaną autorką (o ile w ogóle), ale zdecydowanie zasługuje na poznanie. 
Mam za sobą wszystkie [naprawdę wszystkie] pozycje tej autorki, dlatego też z lekkim niepokojem podchodziłam do lektury tej najnowszej, bo co jeśli będzie ona beznadziejna? Dodatkowo "Lucas" to standalone, ale też spin-off poprzedniej serii JayMac, którą uwielbiam /More Than Series/. 

I okazało się, że moje obawy były bezpodstawne, bo "Lucas" jest niesamowity [i książka, i postać]. 


Lucas jest najstarszym bratem Lucy ["More Than Forever"]. Mieszka w domu rodzinnym Prestonów i pomaga zajmować się swoim rodzeństwem [Leo, Logan, Linc, Liam, Lachlan]. Jest to naprawdę ogromnie ciekawa postać - uwielbia swoją rodzinę, opiekuje się braćmi, jest dobrym przyjacielem, pomaga innym, traktuje życie, swoje i innych, bardzo poważnie. Nie udaje mu się jednak uniknąć kilku błędów, ale stara się postępować właściwie. 


Do grupy chłopaków nieoczekiwanie dołącza Lois Sanders [też na L], córka nowego pracownika Toma Prestona. I tak zaczyna się przyjaźń. Lois [nazywanej Lane, łapiecie? Lois Lane ;)] to dobra dziewczyna, której przydarza się coś złego. Ale Lois jest silna, jest w stanie przetrwać najgorsze. 


Uwielbiam książki Jay McLean za to, że oprócz przekazania dobrej historii, nie boi się mówić o ważnych i trudnych tematach dla młodych osób. Mam tu na myśli uzależnienia, problemy rodzinne, prześladowania w szkole, pierwsze miłości. To taki rodzaj przesłania do młodych - że będzie dobrze. Może nie teraz, ale kiedyś, w końcu będzie lepiej.



Nie można nie wspomnieć o aspektach humorystycznych. Bo książki Jay mają to do siebie, że niektóre dialogi są absurdalnie śmieszne. Podobnie z niektórymi sytuacjami. 
Seria "More Than" miała pewną rzecz, która pojawia się i tutaj. Mowa o Operation Mayhem!!. W tym wypadku grupa wyrównuje rachunki z chłopakiem wyśmiewającym się z jednego z braci. Ale sposób, w jaki to robią jest kapitalny. Nie można przejść obok tego nie uśmiechając się chociaż raz. Ja miałam cały czas uśmiech na twarzy. Do tej pory, wspominając, "suszę zęby" - mówiąc kolokwialnie. I do tego wszystkiego jest jeszcze Lachlan, najmłodszy z braci, który ma wielką umiejętność wyłapywania określonych słów wypowiadanych przez starszych i używania ich w najmniej odpowiednich momentach. 

Miałam ogromne oczekiwania, co do tej pozycji, i nie zawiodłam się. Jay, jak zwykle dała z siebie wszystko. Więc, jeśli macie ochotę na chaos emocji, sięgnijcie po tę książkę. 


Całym jestestwem polecam! 

Jay Mclean możecie śledzić tutaj:







niedziela, 16 października 2016

Emma Scott - All In (Full Tilt #2)



“Where there is ruin, there is hope for treasure.” 


Published: 11.10.2016

Pages: 296

Read: 16.10.2016

Rating: 5/5


"You will heal and you will rebuild yourself around the loss you have suffered. You will be whole again but you will never be the same."

Początek sierpnia był jakimś okropnie płaczliwym momentem w moim życiu. A przyczyniły się do tego czytane przeze mnie pozycje. Jedną z nich była książka Emmy Scott - Full Tilt. Traktuje ona o dwójce młodych ludzi, którzy za sprawą różnych zbiegów okoliczności zakochują się w sobie. Jednak czas, który dane jest im spędzić razem okazuje się nie być zbyt długi. Na przeszkodzie ich szczęścia staje choroba.


“We might not have months or years, but we have moments. Thousands upon thousands of them. Let’s take each moment, seize it and wring it dry.” 



I można sobie wyobrazić, jak ta historia się kończy. Ryczałam jak bóbr. Przyznaję się. Aż do momentu, kiedy wyczytałam, że niedługo wydany będzie tom drugi, traktujący tym razem o Kacey - głównej bohaterce i Theo - bracie głównego bohatera z "Full Tilt".  


“No. You will. Love him. Love him with everything. Like you loved me. Love him more.” His eyes closed. “I’m so happy, Kace. Never like this in my life. It’s…a gift. You know?”



Niedługo [na szczęście] dane było mi czekać na wydanie tomu drugiego. I dobrze, bo już nie mogłam się doczekać. 
Zakończenie części pierwszej daje nam dosyć spore wyobrażenie tego, co będzie motywem przewodnim tej drugiej. I tak, mamy tutaj piękną historię o walczeniu z bólem utraty ukochanej osoby, o poczuciu winy z powodu chęci dalszego życia, o rodzącej się miłości dwóch cierpiących osób, o wielkiej przyjaźni, o układaniu sobie życia na nowo, o przebaczeniu. 

"Don't let another moment go by without telling her how you feel, Theo, and ask her how she feels. It's both the simplest and hardest thing you'll ever do, but ask her. Ask her as if no one is watching. Because in the end, it's your life and hers"


Sam tytuł - All In - nawiązuje do terminu stosowanego w rozgrywkach pokerowych, kiedy to gracz "kładzie wszystko na jedną szalę", wykłada wszystkie swoje żetony i może wygrać bądź przegrać. 
Tak właśnie jest historia w tej książce. 
Kacey i Theo po wielu burzliwych momentach zaczynają grać o wszystko, o własne życie i szczęście. 

Jak to w romantycznych historiach bywa - ich zakończenie jest szczęśliwe, w końcu wszystko się układa. Ale pomimo tego, że ta opowieść sama w sobie jest bardzo przewidywalna, czyta się to z ogromnym zaciekawieniem. Z każdą kolejną stroną jest się bardziej wciągniętym w świat bohaterów, przeżywa się wszystko razem z nimi i dlatego też, sam koniec napawa szczęściem także czytelnika. 
Bo któż nie lubi "i żyli długo i szczęśliwie"?



"I didn't know what love was until Jonah. I'd given up on looking for it. I thought the comfort of men's body was the best I could get. But Jonah saw past all that. He showed me I wa worthy of love and that I could love someone in return. I could give all that I had for someone else. He gave me that gift, and then he showed me how to use it."


piątek, 30 września 2016

Anna Moczulska - Bajki które zdarzyly sie naprawde. Historie slynnych kobiet




[...] słowo "historia" jest wspaniale niejednoznaczne. 

Published: 24.08.2015

Znak literanova

Pages: 239

Read: 30.09.2016

Rating: 4/5


Ręka do góry, kto lubił historię w szkole??
....
A ja tak! 
Pomimo tego, że była ona wykładana w normalny, podający sposób - nauczyciel opowiada, doczytujemy z książki, wykuwamy, zaliczamy i zapominamy.
To jednak jest coś magicznego we wszystkich historiach, które się zdarzyły kiedyś. Mój ciekawski umysł nie byłby taki ciekawski, gdyby nie chęć doczytywania, poznawania historii mniej istotnych ludzi w królestwach i mocarstwach. Ale przyznaję, że nie zastanawiałam się dłużej nad rolami ważnych kobiet w historii. Po prostu były i tyle. 
A tu taki psikus, bo ich historie były o niebo ciekawsze od tych powszechnie znanych wojen między królestwami czy królami walczącymi o nie swój tron. 



Nie jestem pewna, czy sama z siebie sięgnęłabym kiedyś po tę pozycję, dlatego ogromne ukłony dla mojego Dyskusyjnego Klubu Książki, za wybranie tej lektury na październik.
Autorka - Anna Moczulska - prowadziła (bo już dawno nie ma nowego postu) bloga Kobiety i historia, na którym przedstawiała losy różnych kobiet. Oprócz tych oczywistych wyborów, jak królewny i księżniczki, możemy też poczytać o pierwowzorze Ani Shirley, o mezaliansach w historii, o pierwszych sportsmenkach, o tym, co jadły, jak się ubierały. Naprawdę bardzo dużo szczegółów, nad którymi mogliśmy się kiedyś zastanawiać. 
Duże zainteresowanie treściami na blogu skłoniło autorkę do zawarcia tych historii w postaci książki. I tak powstały "Bajki..." 



Pozycja ta jest napisana w dość nietypowy sposób, bo podzielona jest na 5 części, z których każda odnosi się do jednej z powszechnie znanych baśni. I tak mamy: Kopciuszka, Śpiącą Królewnę, Księżniczkę na ziarnku grochu, Piękną i Bestię oraz Królewnę Śnieżkę. W każdym rozdziale znalazły się historie, które pasują tematycznie i skojarzeniowo do tych baśni, z tym że, wydarzyły się naprawdę. 
Poczytać możemy o słynnej carycy Katarzynie, która zanim wydała się za cara Piotra, była zwykłą chłopką, która pięła się po szczeblach drabiny społecznej wykorzystując do tego swoje ciało. 

"Bo nie oszukujmy się, miłość miłością, caryca carycą, ale to jeszcze nie znaczy, że jej wolno tylko co jemu!"

Fascynująca jest historia Zofii Chotek, ubogiej czeskiej hrabianki, w której zakochał się arcyksiążę Franciszek Ferdynand. Jednak książęce małżeństwo z miłości, w dodatku z kobietą o niskim statusie zostaje uważane za hańbę i pomimo tego, że w końcu dochodzi do owych zaślubin, Zofia wcale nie jest traktowana, jak na żonę arcyksięcia przystało. Ich historia kończy się nadzwyczaj smutno - kochali się naprawdę, ich życie w społeczeństwie było bardzo trudne, a ich los został przypieczętowany zamachem, w którym oboje stracili życie. A później była wojna - i ta historia jest już bardziej znana. 

"Trumna Franciszka Ferdynanda stała wyżej, Zofii niżej, o całe dwadzieścia pięć centymetrów. [...] W oczach świata wciąż byli nierówni. Nawet po śmierci."



Książka ta zawiera wiele naprawdę ciekawych i wartych uwagi historii kobiet. Warto pochylić się nad ich losem i czasem nawet współczuć. Bo przecież marzeniem prawie każdej z nas w dzieciństwie było zostać królewną. Po przeczytaniu tej pozycji, spojrzenie na życie królewien diametralnie się zmienia. Wiedząc to, co teraz wiem, nigdy w życiu nie chciałabym być na ich miejscu. Bo właściwie, ich życie sprowadzone było do bycia kartą przetargową pomiędzy walczącymi o władzę i wpływy rodzinami. Nie miały żadnego wyboru, w żadnej kwestii swojego życia. Z pokorą i dumą miały przyjmować podejmowane za nie decyzje dotyczące ich losów, a te którym ich silny charakter bronił się podporządkować były skazywane na śmierć, wygnane albo zamknięte w wysokiej wieży. Jak w bajce...

Ta książka opowiada historie kobiet, ale również pokazuje świat mężczyzn, którzy nimi rządzili. I w większości okazuje się, że byli to sami tyrani, despoci, z wyolbrzymionym poczuciem własnej wartości, z chęcią dominacji, nie znający ani krzty miłości i dobroci. Nawet nasz Kazimierz okrzyknięty Wielkim, dopuścił się haniebnych czynów, które zostały później zatuszowane przez historię. 

Wszystkie historie przedstawione w książce, są ogromnie intrygujące, pozwalające na chwilę zanurzyć się w dawnych czasach i poznać kobiety, które wiodły swoje ciężkie życiu u boku i w cieniu wielkich historycznych władców. 
Większości z nich należą się brawa i wielkie uznanie, że pomimo trudnych sytuacji potrafiły wykrzesać odrobinę szczęścia w swych nieszczęsnych czasach. 

wtorek, 13 września 2016

K. Bromberg - Driven Series #1, #2, #3




"Hurting is feeling and feeling is living, and isb't it good to be alive?"

Pulished: 2013/2014

JKB Publishing

Pages: #1:320, #2:345, #3:453

Read: 09-13.09.2016

Rating: 4,5/5


K. Bromberg starała się stworzyć bohaterów, którzy będą oryginalni i nieprzewidywalni, swoją bujną osobowością przyciągną nowych czytelników - a starych skuszą do sięgnięcia po historie bohaterów pobocznych. 
I prawie się to udało. 
No ale... jakby gdzieś to wszystko już było. 
Nie można oprzeć się wrażeniu, że główne postaci, to bohaterowie całkiem podobni do znienawidzonych już przez niektórych Any i Christiana. Kojarzycie??
Bo jest ona, trochę skromna, z ogromnym sercem do innych - szczególnie do dzieci z trudną przeszłością -  z dużą dozą współczucia, chęcią pomocy, umiejętnością słuchania.
I jest on, który swoje życie traktuje dosyć lekko - podobnie też płeć przeciwną - kobiety potrzebuje tylko na chwilę, ażeby zaspokoić swoje potrzeby, zawsze dostaje, to co chce, jest skryty, egoistyczny, arogancki, nie cofnie się przed niczym, kiedy dąży do celu. 
Come on! Trochę to przypomina Steel i Grey'a. 
Ale, jest pewne "ale". Rylee i Colton to bohaterowie o wiele ciekawsi. Ogromną zasługą jest tu język literacki autorki i jej kunszt. Bo pomimo, że nie jest to literatura wysokich lotów, czyta się to naprawdę dobrze. 

“Remember, life isn’t about how you survive the storm, but rather how you dance in the rain.” 

Ogólnie rzecz jest w tym, że przypadki chodzą po ludziach i taki też przypadek powoduje, że tych dwoje spotyka się, właściwie ktoś tu na kogoś wpada. Jedno spojrzenie w oczy powoduje uczucie przyciągania i pożądania, a kąśliwe słowa sprawiają, że nie mogą się sobie oprzeć. Ważny jest tu także element zakładu, od którego wszystko się zaczyna. 
Dalszej historii można się domyśleć. 
Nie jest też żadnym zaskoczeniem fakt, iż obie te postaci mają swoją przeszłość, swoje demony, które ścigają ich każdego dnia. 

“I know all about baggage, sweetheart. I have enough of it to fill up a 747 and then some.” 

Co piękne w tej historii, to to, w jaki sposób nieustannie jedno musi walczyć o drugie. Bo jak się okaże - nie mogą bez siebie żyć. 
Cześć pierwsza i druga były ok, ale trzecia... to naprawdę dobra lektura. Wszystkie wydarzenia może i nie są jakieś ogromnie zaskakujące, ale język jest naprawdę świetny. Czasami jest tak, że czytając jakąś pozycję nie jesteśmy w stanie utożsamić się z bohaterami, dlatego że ich dialogi są jakieś nie na miejscu nie wiarygodne, nie możliwe do usłyszenia w rzeczywistości, po prostu nie ma za cholerę składu i ładu. 
A tu nie! Z łatwością mogłam wyobrazić sobie Coltona z jego ciętym, najeżonym seksem w każdym zdaniu, językiem, Rylee też była jak najbardziej wiarygodna. Ich kłótnie to jeden wielki ogień, a sceny seksu, były i owszem, ale wcale nie jakieś niesmaczne. Wręcz na odwrót! Czytając kolejne strony robi się naprawdę gorąco. 

“I bet he fucks like he drives—a little reckless, pushing all the limits, and in it until the very last lap.” 

Trzeba jednak przyznać, że język bohaterów jest nad wyraz "dorosły", trochę wulgarny, przesycony seksem. Niektórzy mogą poczuć się urażeni bądź zgorszeni - Wam nie polecam lektury. Zaś tym, którzy nie mają problemu z licznymi wulgaryzmami i lubią dosyć pikantne słownictwo - jak najbardziej polecam. 

“Roses are red. Lemons are sour. If you open your legs, I'll be there in an hour.


Plus jest taki, że autorka nie mogła chyba rozstać się z tą serią dlatego też zaraz po wydaniu trzeciego tomu, wydała nowelę "Raced" - są to rozdziały z punktu widzenia Coltona i muszę od razu przyznać, że czyta się to z wypiekami na twarzy, bo myśli Coltona są naprawdę HOT!. 
“I want to take my time with you, Rylee. I want to build you up nice and slow and sweet like you need. Push you to crash over that edge. And then I want to fuck you the way I need to. Fast and hard until you’re screaming my name. The way I’ve wanted to since you fell out of that storage closet and into my life. Once we leave this elevator, I don’t think I’ll have enough control to stop … to pull away from you, Rylee. I. Can’t. Resist. You.” 
W tym roku - 2016 - został wydany tom 4 - "Aced" - to historia przedstawiająca wydarzenia po zakończeniu tomu 3 do epilogu, który miał miejsce 10 lat później.
A żeby tego nie było za mało, powstały również książki, gdzie głównymi bohaterami stali się bohaterowie poboczni. I tak, mamy tu:



"Slow Burn" - historię najlepszych przyjaciół - Haddie i Becks.
2015






"Sweet Ache" - historię siostry Coltona - Quinlan
2015





"Hard Beat" - historię brata Rylee - Tanner
2015







"Down Shift"- historię jednego z chłopców - Zander 
11.09.2016 





Powyższe historie to standalone Spin-Offs. Można je czytać w różnej kolejności, bez uprzedniego zapoznania się z historią Rylee i Coltona. Aczkolwiek, osobiście nie polecam. bo niby autorka twierdzi, że są to "totally unconnected and complete standalones" to jednak warto wcześniej zapoznać się z główną historią, a następnie z bohaterami pobocznymi. Takie moje zdanie.

Polecam!! Także, do książek! moi drodzy. 


wtorek, 17 listopada 2015

Jay McLean - More Than Enough



"Sempre fidelis"

"[...] and my actions will always, always, speak louder than my words."

Published: 07.11.2015

Pages: ...

Read: 17.11.2015

Rating: !!!5 Fucking Stars!!!!

Jak można ocenić piękno?

“There’s no emotion greater than fear. No ache greater than grief. No sound greater than silence.” 
Dylan, to kolejna postać stworzona przez Jay McLean. Od samego początku wydaje się być osobą twardo stąpającą po ziemi, kiedy już się odzywa - wszyscy go słuchają i baczą na jego słowa. Wydaje się być typem samotnika, nieszczęśliwego człowieka, który stara się za wszelką cenę robić dobrą minę do złej gry. Stara się dopasować, znaleźć swój sens w życiu, swoje miejsce wśród rodziny, wspaniałych przyjaciół, kochającej go dziewczyny. Ale to mu nie wystarcza. Pragnie więcej...

Riley, to nowa postać, nie znana do tej pory. Dziewczyna z sąsiedztwa, z domu obok. Z ciężarem ogromnej tragedii i winy duszącej ją od środka. Bo przez nią ktoś stracił życie, bo ona jest przyczyną tragedii, przez co, jej życie staje się swoistą tragedią. Jak można otrząsnąć się z czegoś takiego? Jak można żyć z uczuciem nieustającej winy i rozczarowania? Jak wstać każdego ranka z łóżka? Jak zasnąć i nie śnić?
“Because sometimes you need to have nightmares to appreciate the dreams.” 
Ogromnie trudno mi napisać cokolwiek o tej pozycji.
Nie jestem w stanie ubrać w słowa chaosu moich myśli po lekturze. Chaosu myśli, ale też chaosu uczuć. Bo nie da rady spotkać się z tą książką i nic nie poczuć. 
Jakieś 9 miesięcy temu, przy okazji mojego spotkania z "More Than Forever", zaklinałam się po wsze czasy, że nie można napisać już nic lepszego. I, że żadna książka nie potarga moich uczuć tak bardzo, i nie wyciśnie tylu łez. 
Jak cudownie się mylić!



Więc zacznijmy od ostrzeżenia: przed spotkaniem z "More Than Enough" upewnijcie się, że nie jesteście w jesiennej depresji, nie macie załamania nerwowego, nie przeżywacie trudnych chwil, nie skończyliście, dopiero co, długiego związku, nie jesteście po prostu smutni. Bo obiecuję, będzie tylko gorzej.
Pokłady emocji niesione przez tę pozycję są nie do ogarnięcia. Raz się śmiejecie za przyczyną barwnych opisów szalenie zabawnych sytuacji [Operation Mayhem Rocks!!!, High School Musical  Soundtrack :)], by po przewróceniu strony wycierać rękawem koszulki lecące łzy, udając, że to alergia, albo nieszczęsny paproch siedzący na Kindlu wpadł do oka. 



Jay McLean uczyniła mi (i myślę, że nie tylko) tak wyborny prezent, że aż brakuje słów, by wyrazić wdzięczność. I pomimo tego, że historia tej dwójki po wielu, wielu burzliwych losach, kilku tragediach i niewielu szczęśliwych chwilach kończy się happy endem, ma się poczucie ogromnego smutku. 
Moje serce w całej swojej okazałości należy do nich.
I nie jest tak, że w jakiś sposób mogę się z nimi utożsamić, zrozumieć ich uczucia. 
O nie, w żadnym wypadku. 
Ale czuję nieprzemożone pokłady smutku w stosunku do nich. Tak, wiem to bohaterowie fikcyjni, nie istnieją naprawdę. But guess what! - w mojej głowie są prawdziwi. Czuję, że oni są, naprawdę są. [Psychoza???]

Moje spotkania z książkami, czasem właśnie tak się kończą. I mogę zapewnić Was, że przez dłuższy czas będę rozpamiętywać tę historię, wracać do przeczytanych już stron, odkrywać je na nowo. Bo czuję jakąś dziwną tęsknotę. Sama nie jestem w stanie określić za czym, z jakiego powodu. Po prostu, tęsknie...



Jay McLean dziękuję Ci, za zawieszenie poprzeczki wobec mężczyzn tak wysoko, że chyba jedynie bohaterowie powieści (Twoich) mogą jej sprostać. Bo gdzie szukać kogoś podobnego do Jake'a, Logan'a, Cameron'a czy Dylan'a?
Jeśli ktoś z Was będzie wiedział, dajcie znać. Podzielcie się! :) Ok, a teraz idę popłakać.

Całym sercem, całą duszą, moim jestestwem zachęcam, nie!, zaklinam!, sięgnijcie po tę książkę. Sprawcie sobie przyjemność spotkania się z miłością nie mającą granic.