poniedziałek, 17 listopada 2014

Penelope Ward - Stepbrother Dearest




tytuł oryginału: Stepbrother Dearest
wydawnictwo: CreateSpace Independent Publishing Platform
data wydania: 23 września 2014
liczba stron: 230
ocena: 8/10
data przeczytania: 12 listopad 2014
“I want to be the first one to show you everything and to be the one you’ll always remember for the rest of your life.” 
Powieści NA lub też YA, zalewają aktualnie rynek literacki. I właściwie jest to uzasadnione, gdyż takie właśnie jest zapotrzebowanie rynku, czytelnicy chcą romantycznych historii z nieziemskim wątkiem erotycznym, grzeczną dziewczyną i[najczęściej] wytatuowanym chłopakiem. Motyw stale się powtarza. Znają się już w dzieciństwie, bądź też poznają na studiach, wybucha jak wulkan wielka miłość, jednak żadne z nich się do tego otwarcie nie przyzna. Tutaj następuję czas trudny dla bohaterów, muszą walczyć ze swoimi myślami i pragnieniami, ale w końcu dochodzą do wniosku, że żadne przeciwności losu nie są w stanie pokonać ich uczucia. I jest happy end. Ten opis nie zachęca do sięgnięcia do sięgnięcia po tego typu książki. Ale pomimo tego, iż motyw stale się powtarza, czasem może nas coś zaskoczyć. Zdarzają się historie, które pomimo czytania wielu pozycji, na jakiś czas zapadają w pamięci i z przyjemnością się do nich wraca. I tutaj właśnie trafiamy na powieść Penelope Ward – Stepbrother Dearest. 
Czytałam już dużo YA, ale brata przyrodniego jeszcze nie miałam przyjemności spotkać. I muszę wam powiedzieć, że ten pierwszy raz był bardzo przyjemny. Ta pozycja ma to co uwielbiam w książkach – kąśliwy język; dużo problemów, z którymi muszą radzić sobie bohaterowie, dzięki czemu nie są nudni; bohaterów, z którymi można się w jakiś sposób utożsamić; głównego bohatera, który aż prosi się o wyjęcie go z książki i zamieszkanie razem z nami. To pozycje lekkie, przyjemne, które pochłania się w mgnieniu oka [zazwyczaj zajmują mi jeden dzień], bohaterowie są prawdziwi, są ludźmi, którzy mogą żyć obok nas. Jedynym problemem jest to, iż ich nie dostrzegamy.
“Greta…fate gave you an opportunity. Don’t fuck it up,” 
Greta dostrzegała swojego nieznośnego, aczkolwiek strasznie pociągającego przyrodniego brata. Sprawiło to, iż chłopak zamknięty w sobie zaczął „czuć”, odczuwać emocje, których wcześniej nie znał. I wtedy, gdy emocje sięgnęły zenitu, przekroczyli granicę. Nie widzieli się siedem lat, starali się żyć, jednak czegoś brakowało. Kiedy w końcu się spotkali, ukryte emocje powróciły ze zdwoją siłą i z każdym spojrzeniem, coraz trudniej było nad nimi zapanować. I wtedy przyszedł czas na wybór.


“You’re the only girl in the entire world that’s forbidden, and fuck me if that doesn’t make me want you more than anything.” 
Oczywiści historia ta kończy się jak najbardziej pozytywnie. Bohaterowie odjeżdżają razem w stronę zachodzącego słońca z uśmiechem na twarzach i wszyscy, no może większość, jest szczęśliwa. Bo takie właśnie są te książki, pokazują, iż pomimo trudności, nasze szczęście zawsze nas odnajdzie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz