poniedziałek, 30 grudnia 2013

Richelle Mead - Złota lilia

tłumaczenie: Monika Gajdzińska
tytuł oryginału: The golden lily
seria/cykl wydawniczy: Kroniki krwi tom 2
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
data wydania: 14 lutego 2013
liczba stron: 432
ocena: 8/10
data przeczytania:  8 października 2013
"Jeśli nie możesz czegoś mieć, natychmiast bardziej tego pragniesz."
Po makabrycznych wydarzeniach kończących poprzedni tom spin-offu „Akademii wampirów” główna bohaterka – alchemiczka Sydney odzyskała zaufanie i szacunek swojej społeczności. Otrzymała przydział pracy w Palm Springs jako tamtejszy alchemik. Do jej obowiązków należało również dalsze ochranianie Jill Dragomir oraz udawanie jej rodziny. Brała także udział w eksperymentach związanych z powracaniem strzyg do ich poprzedniego życia i niemożnością ponownego „przebudzenia się”.

Sydney wreszcie zaczyna mieć swoje prywatne życie towarzyskie. Brayden to chłopak, na pierwszy rzut oka, idealny dla Sage. Inteligentny, bystry, błyskotliwy, posiadający niezmiernie rozległą wiedzę na wszelkiego rodzaju tematy, miłośnik Szekspira i muzeum włókiennictwa. Właściwie Sydney nie widzi przeszkód czemu nie miałoby być to właśnie „to”. Jedyne czego brakuje w tym związku to iskra. A może Sydney nie może się zaangażować, bo podświadomie żywi uczucia do kogoś innego? Kogoś, kto jest je przyjacielem? Kogoś, kto zaczyna dostrzegać, jak niezwykłą osobą jest Sydney?
[…]pocałunek pochłonął mnie całą. Byłam niczym. Byłam wszystkim. Dreszcze przebiegły po mojej skórze, a wewnątrz mnie płonął ogień.[…]
Ponadto na mapie  pojawia się pewna organizacja,  która „poluje” na Sonię, uważając ją za strzygę. A wiadomo, że strzygi należy eliminować. Prawda o tej organizacji jest dosyć zaskakująca, gdyż została ona wiele lat wcześniej uznana za nieistniejącą i niezagrażającą światu wampirów. A jednak, jak się okazuje, są oni dosyć potężną grupą, zmierzającą do osiągnięcia swoich celów za wszelką cenę.



Sydney Sage ma ogromna ilość zadań do wykonania. Cały czas jest zabiegana. Nie pomaga też jej nauczycielka – pani Terwilliger – która okazuje się być „czarownicą” i nakłania alchemiczkę do używania magii i zaklęć. Wychowanie Sydney i jej przekonania są przeciwne tym zabiegom, jednak nie zmienia to faktu, że pomaga ona nauczycielce w wykonaniu jej projektu. W efekcie czego  sama zaczyna korzystać z utworzonych przez siebie zaklęć.
„Wiesz, co naprawdę oznacza złota lilia? To obietnica, ślubowanie stylu życia i system wierzeń. Czegoś takiego nie można odrzucić. Nie pozwoli mi na to, nawet gdybym chciała”
Adrian Iwaszkow to zdecydowanie najbardziej intrygujący bohater tej serii. Chwała pani Mead, że pojawia się on tak często, staje się jednym z głównych bohaterów. Bo oprócz Sydney, jedynie Adrian, który z chłopaka preferującego hedonistyczny styl życia przemienił się w diametralnie inną osobę, jest bohaterem, który jest wart uwagi. Cięte  uwagi i dosyć wybredny humor sprawiają, że jest ogromnie fascynujący.
„Dzień 24. Sytuacja się pogarsza. Moi porywacze wciąż znajdują nowe i okropne metody torturowania mnie. Chwile wolne od pracy, agentka Scarlet spędza na sprawdzaniu próbek materiałów na suknię ślubną i nawija jak bardzo jest zakochana. Zazwyczaj to sprawia, że agent Nudny Barszcz raczy nas opowieściami o ruskich ślubach, które są jeszcze nudniejsze niż jego zwykły repertuar. Jak na razie moje wszystkie próby ucieczki zostały udaremnione. Co gorsza skończyły mi się fajki. Z niecierpliwością wyczekuję na każdy ratunek albo produkty tytoniowe, jakie tylko możesz zorganizować. Więzień numer 24601”
Przeczytałam gdzieś, że tom drugi jest nieco gorszy od pierwszego, bo jest mniej akcji, za bardzo skupia się na życiu codziennym alchemiczki. W moim przeświadczeniu wcale tak nie jest. „Złota lilia” trzyma poziom. Jedyny mankament to nieświadomość, w której żyje Sydney.  Pomimo, że potrafi bardzo dobrze kojarzyć i łączyć fakty, nie jest w stanie zauważyć, że ktoś, od dłuższego czasu może darzyć ja romantycznym uczuciem.
„Czułam jak moje własne serce łamie mi się w piersi. […] Odwróciłam się od niego i odeszłam nie oglądając się za siebie.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz